Skąd masz pomysły??

Takie pytanie zadaje mi wiele osób. Gdzie szukać inspiracji, skąd wziąć wzory, to bardzo ważna sprawa. Prawa autorskie w dzisiejszych czasach to  rzecz święta i większość rękodzielników – pasjonatów, choć zaczyna swoją przygodę z wzorami innych, pragnie tworzyć  własne, niepowtarzalne. W ten sposób powstaje marka i charakterystyczny styl danego twórcy. Nie jest do podrobienia. A ja skąd czerpię pomysły??

Mam kilka źródeł  :)

1. Moje dzieci…, gdy były młodsze prosiły o zabawki, których nie było w sklepie( do dziś nie spotkałam jeża „przytulaka” w mojej okolicy),

2. Świat natury, atlasy, pięknie ilustrowane …, albumy ze starymi samochodami, samolotami…całe bogactwo…..

3. Wspomnienia z dzieciństwa, kiedy w sklepach nie było nic i mama dziergała laleczki i misiaczki dla nas, dopóki sami się nie  nauczyliśmy robić z czego popadło swoich własnych,

4.. Wy sami. Nie wpadłabym na pomysł,żeby zrobić poduchę motyla, samolocik,czy urodzinową jedyneczkę, gdyby nie Wy. Szczególne podziękowania za inspirację dla Pani Ani  – powstaje cała seria filcowych ptaków z tzw. karmnika. Nie wiedziałam,że jest ich takie bogactwo.

DSCN8848 DSCN8859

Wiosno, gdzie jesteś…..

W kalendarzu wiosna już dawno. Za oknem niekoniecznie. Na razie zimno i deszczowo. Na przystanku też wielkie zmiany i dużo „szycia” ręcznego. Nie jest więc szybko, ale efekty są już widoczne. Seria jeżyków, myszek i żuczków już niebawem w plenerze, (mam nadzieję ), doczeka się sesji zdjęciowej. Gąski, zajączki i ….bażanty również. Kijaczki czekają na specjalny stojak…..

DSCN7581 DSCN8438

Idzie „nowe”….

Pojawiła się już stronka gdzie można kupić lub zamówić wszystkie rzeczy uszyte  lub „ufilcowane” na Przystanku Kreatywnym.   http://przystanekkreatywny.pl/

To nie jedyna nowość. Raz w tygodniu będą prezentowane unikalne produkty w limitowanych seriach. Pojawiły się już czarne sówki, a dzisiaj kolorowe motyle. W przyszłym tygodniu kolejna niespodzianka.

Zapraszam!!!

Przykład idzie z góry…..

Od zawsze powtarzano ,że dzieci biorą przykład  zachowań obserwując swoich rodziców. Prawda jest taka,że czasem trudno ,nam rodzicom, zaakceptować  ten fakt.  Niejednokrotnie byłam „ofiarą” własnych słów, kiedy to w najmniej odpowiednim momencie, radośnie  moje dziecko mnie cytowało.  Raczej mnie to dumą nie napawało, ale nauczyło, by uważać co mówię, kiedy i czy akurat moje potomstwo nie słucha.

Niekiedy zdarza się jednak,że jest to powodem do radości…..

Takie obrazki  sprawiają,że naprawdę chce się żyć.

Miłego oglądania….

 

Rysunek córki z jej komentarzem( kiedyś mi się”wymknęło”).

DSCN8322 DSCN8317 DSCN8318Piesek na kijku autorstwa syna.

Sensoryczne zabawki….

Musze się wytłumaczyć dlaczego moje maskotki nie są do końca takie jak wielu innych. Robione są z materiałów siermiężnych, bardzo szorstkich albo bardzo miękkich. Czasami łączę te materiały w jednej zabawce dodając tasiemki, piórka i twarde guziki. Raczej nie ma „pstrokacizny” jeśli chodzi o kolory.

Przede wszystkim  zanim zaczęłam szyć maskotki i kijaki przez kilka lat pracowałam jako pedagog specjalny. Nie raz i nie dwa robiłam własne pomoce dydaktyczne do pracy. Zauważyłam,że dzieci uwielbiają dotykiem badać świat, dlatego ważne jest  aby zabawki były zrobione z materiałów  o różnych fakturach.Niestety obecnie mamy często chroniąc swoje dzieci nie pozwalają im bawić się mąką, piaskiem , kamyczkami itp. A szkoda, bo to bardzo pomaga w poznawaniu świata i właściwym rozwoju naszych pociech. Dzięki różnym fakturom w rączkach wyrabiają sobie tzw. czucie głębokie.

Kolejną sprawa jest fakt,ze ani kijaki ani maskotki nie są fotograficzną kopią zwierzaka. Formy są uproszczone co pozwala dziecku dopowiedzieć , wyobrazić sobie konkrety. Pobudza to wyobraźnię i kreatywność. Często dzieciaki same ozdabiają swoje koniki, słonie itp.

Pomysł na kreatywne i sensoryczne zabawki są sumą doświadczeń jakie zebrałam w pracy z dzieckiem o szczególnych wymaganiach i własnymi pociechami.

Nadal się uczę….

 

DSCN7742

Jak dawniej….

Pamiętam smak i zapach lata kiedy byłam mała. Pachniało sianem, wilgotną ziemią, słodkimi malinami, agrestem i porzeczką. Potem jabłkami, gruszkami i śliwkami… Pomału ten świat poszedł w zapomnienie.Pola zarosły trawą, mało kto uprawia jeszcze owoce tak dla siebie, nie na skalę przemysłową…Podobno się nie opłaca.

Wtedy zrodziło się wielkie pragnienie , by choć cząstkę tamtych dni przywrócić i podarować swoim bliskim.

Dzięki wysiłkowi wielu osób ( byłam  tylko pomysłodawczynią) powstała taka mała prywatna oaza pachnąca malinami, lawendą i ziołami  wśród wybujałych traw.

 

I jest pięknie….

I jest dobrze…..

Taka nasza mała oaza, jak  dawniej , gdzieś w małej małopolskiej wsi….

 

DSCN7709 DSCN7714 DSCN7718